Sieradzcy Detektywi Pól Bitewnych dokonali kolejnego odkrycia. Znaleźli dowody zaciętej walki polskiego batalionu z Wehrmachtem (fot)

Redakcja
Fot. Artur Musiał i archiwum prywatne Detektywów Pól Bitewnych
Na ślady kolejnego praktycznie nieznanego epizodu z Września 1939 roku natrafiła grupa sieradzkich miłośników historii zgłębiających ten bolesny okres w dziejach Polski. Detektywi Pól Bitewnych – bo takie określenie do nich przylgnęło - podczas badań przeprowadzonych w terenie znaleźli dowody zaciętej walki polskiego, samodzielnego batalionu Strzelców Kaniowskich z oddziałami Wehrmachtu w rejonie Sieradza.

- Wydawałoby się, że na temat działań obronnych w rejonie Sieradza we wrześniu 1939 roku wiemy już wszystko. Ten przypadek pokazał, że jednak nie i wciąż jest wiele do odkrycia – _przyznaje Robert Kielek, jeden z sieradzkich pasjonatów historii.
Odkryty epizod, którego fizyczne dowody później udało się znaleźć w ziemi, dotyczył 4. batalionu Strzelców Kaniowskich, który w pierwszych dniach wojny stoczył w okolicach Dąbrowy Wielkiej pod Sieradzem potyczkę z niemieckimi patrolami broniąc przed wzięciem do niewoli polskiego lotnika z zestrzelonego dosłownie nad nimi samolotu Karaś.
Światło na te wydarzenia – jak relacjonuje Robert Kielek, który tworzy nieformalną grupę z Maciejem Milakiem i Wojciechem Józefiakiem – rzuciło niedawne odkrycie całkiem sporego zbioru unikatowych relacji i dokumentów z Września 1939 u Andrzeja Glińskiego, byłego Komendanta Chorągwi ZHP w Złoczewie im. 10 Dywizji Piechoty Armii „Łódź“.
- Relacje oficerów i podoficerów batalionu spisane w latach 1940-1946 oraz szkice sytuacyjne przeniosły nas w tamte tragiczne dni, a na ich podstawie ustaliliśmy miejsca koncentracji i walki poszczególnych kompanii, plutonów i drużyn w terenie.
Sieradzcy Detektywi Pól Bitewnych, którzy wśród swoich sukcesów mają głośne odkrycie szczątek ostatniego żołnierza sieradzkiego Września 1939 roku Teofila Jurka (jak przebiegała akcja? KLIKNIJ W LINK), na tym nie poprzestali i tradycyjnie - dla potwierdzenia pisemnych relacji - zainicjowali poszukiwania terenowe, do których przygotowania trwały równy rok. Do udziału w nich zaprosili kolegów ze stowarzyszenia _„Wizna 39“
, stowarzyszenia Strzelcy Kaniowscy, przedstawiciela Nadleśnictwa Złoczew oraz telewizyjną ekipę programu „Było, nie minęło“. Pierwszym celem było odszukanie miejsca „czaty“, którą dowodził zastępca d-cy III plut. 1 komp. sierż Franciszek Lach, którego relacja z tamtych dni zachowała się w odnalezionej dokumentacji.
- Rano (było to popołudnie – dopisek RK) w rejonie mojego plutonu został zestrzelony samolot Polski „myśliwiec” o załodze dwóch ludzi Kapitana i kaprala. Samolot runął na ziemię już w płomieniach na łąkę, przez którą przepływał strumień wodny o szerokości 1,5 m. Zleciał po stronie północnej strumyka, tam gdzie miałem z plutonem ubezpieczenie (byliśmy okopani) w odległości 80 metrów. Kapitan został w maszynie i spalił się. Kapral wyskoczył i szczęśliwie zlądował tuż obok samolotu palącego się jeszcze. Niemcy widząc spadającego skoczka biegli aby zabrać go do niewoli, nie wiedząc że czekamy okopani poza strumieniem – relacjonował sierżant podając, że Niemcy po ich ostrzelaniu zbiegli do pobliskiego lasku, ale bez polskiego pilota, którego polscy żołnierze zabrali do swojego dowództwa.

Szybko udało się znaleźć ślady potyczki

Sieradzcy odkrywcy po wejściu w pole w Kozach koło Dąbrowy szybko znaleźli ślady tej potyczki w postaci kilkunastu polskich łusek karabinowych mauser 7,92 mm oraz destruktów dwóch niemieckich granatów moździerzowych, co potwierdziło niemiecki ostrzał polskich pozycji. - Z uwagi na fakt, że było to pole orne, ślady walki zostały przez osiem dekad rozwleczone i w znacznym stopniu zatarte – zaznacza Robert Kielek.
Kolejne poszukiwania podjęto na skrzyżowaniu leśnych dróg w rejonie Dąbrowy Wielkiej. Tu udało się odkryć 38 łusek po stanowisku polskiego RKM-u, a z drugiej strony łuski produkcji niemieckiej. - Jest to prawdopodobnie miejsce, z którego Niemcy podjęli próbę przechwycenia skoczka z Karasia – przypuszcza Robert Kielek informując o jeszcze jednym niespodziewanym odkryciu. - Na tym skrzyżowaniu w leśnej skarpie został odkryty zbiór kilkudziesięciu monet z siedemnastego wieku. Znalezisko prawdopodobnie należało do podróżnego, który odpoczywając zgubił „fortunę“. Do kilku monet przywarł fragment tkaniny, zapewne będący kiedyś sakiewką. Teraz zbiór ten trafi prawdopodobnie do sieradzkiego muzeum.
Kolejnym zbadanym przez odkrywców miejscem było rozwidlenie dróg w kierunkach na Stefanów Ruszkowski - Dębołękę – Kuśnie, gdzie linię polskiej obrony stanowiły dwie drużyny liczące łącznie około 50 strzelców. Tu znaleziono m.in. sześć stanowisk RKM, o których świadczyły usypiska łusek. Natrafili także na pozostałości po Niemcach w postaci łusek po CKM-ie czy destruktów pocisków z działka 20 mm.

Batalion Śmierci

Dalsze losy 4 batalionu SK były tragiczne. Jego żołnierze 5 września kontratakowali już pod Glinnem koło Warty, ponosząc ciężkie straty i otrzymując później przydomek „Batalionu Śmierci“.
Mówi o tym odnaleziona relacja d-cy 1 komp. por. rez. Zygmunt Stasica. „Mówimy cicho, aby żołnierze nie słyszeli, ale gniew, wściekłość i rozpacz człowieka ogarnia. Spiekota coraz większa, zwiększa się i pragnienie, a tu ani kropli wody. Obok jęczy ranny. Co mu jest? - pytam. Sanitariusz bez słowa spogląda wymownie na mnie. Klękam przy rannym. Kawałek czaszki zerwany, oko wypłynęło, ale żyje i słyszy a nawet trochę mówi szeptem. Pocieszam go nieszczerze, że to nic, że to powierzchowne zranienie, że wróci do zdrowia, a jednocześnie dręczy mnie świadomość i czuję się winnym, że temu żołnierzowi nic pomoc nie mogę, że nawet na punkt opatrunkowy baonu posłać go nie mogę, bo tego punktu nie ma, nie ma mowy o ratunku dla rannych. Ciężej ranni muszą ginąć! Okropność! Prawdziwe przerażenie mnie ogarnia, kiedy słyszę odpowiedź rannego. Mówi powoli - szeptem z przerwami...Panie poruczniku ja wiem, że tu umrę, że nie ma dla mnie ratunku - ale niech Bóg błogosławi ... wojsko...nasze.. nie puszczajcie tu ...Niemców.. bo to śmierć dla nas. .. Matko Najświętsza nie opuszczaj… Łzy mi się cisną do oczu. Słów tych nie zapomnę do końca życia... W dwie godziny później żołnierz ten skonał pod drzewem. To był chyba najbardziej bohaterski zgon tego pamiętnego dnia. Łączę się telefonicznie z d-cą baonu, określam swoje położenie, dowiaduję się, że batalion jest przygwożdżony ogniem niemieckim do ziemi. Okopać się, bronić stanowisk i czekać rozkazu! Zabieram trochę amunicji i wracam na linię. Niemcy sieką gdzieś z góry ogniem karabinów maszynowych, stanowiska mają gdzieś na drzewach czy strychach. Kopiemy głębsze wnęki, piasek jest drobny, lekki. Jakiś strzelec z mojej lewej strony zbyt nieostrożnie wychylił się z wnęki po łopatkę…. i tylko cicho stęknął …mały otworek w czole nad prawym okiem..... usnął bez słowa. Zaczyna bić już i artyleria po naszych stanowiskach. Jest około 1.00 w poł., upał straszny, wody ani kropli, duszno. Żołnierze zaczynają po trochu sączyć wodę brudną i tłustą z chłodnic kaemów. Artyleria bije. W pewnym momencie świat zawirował mi przed oczyma. Jakieś czerwone i zielone płatki przed oczyma, jakiś głuchy ból odczuty przez ułamek sekundy i straciłem przytomność."
Sieradzcy odkrywcy są usatysfakcjonowani z wyników badań terenowych prowadzonych w miejscach działań czat 4 bSK pod nadzorem archeologa. - Dały niezbite dowody zaciętej walki z oddziałami Wehrmachtu, które próbowały przełamać opór żołnierzy Wojska Polskiego na przedpolu Sieradza – podkreśla Robert Kielek. - Odnalezione destrukty świadczą o użyciu różnorodnych środków ogniowych tak po stronie polskiej jak i niemieckiej. Potwierdzają informacje zawarte w relacjach, lecz skalę działań i środków można było określić tylko poprzez tego typu poszukiwania. One w sposób namacalny dają poczuć, z czym mieli do czynienia żołnierze polscy, którzy na rozkaz we Wrześniu 1939 roku stanęli do obrony naszej ojczyzny...
Trwałą pamiątką po badaniach będą tablice edukacyjne ufundowane przez Nadleśnictwo Złoczew na wniosek leśniczego Artura Musiała, które staną w lesie w Dąbrowie Wielkiej.

Znamy decyzję w sprawie trzeciej dawki szczepionki.

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

B
Bosak
20 października, 21:24, strzelec:

Panowie, robicie kawał dobrej roboty. Obserwuje wasze działania i dochodzę do wniosku, że żadni historycy z tytułami nigdy nie byli by w stanie "napisać" takich historii jakie Wy wydobywacie na światło dzienne.

Brawo!!!

21 października, 19:28, Art:

Dlatego że historycy z tytułami muszą działać legalnie.

No chyba nie

G
Gość

Boże, co za wzruszające wspomnienie porucznika. Łezka się kręci na los tych żołnierzy.

G
Gość
20 października, 21:24, strzelec:

Panowie, robicie kawał dobrej roboty. Obserwuje wasze działania i dochodzę do wniosku, że żadni historycy z tytułami nigdy nie byli by w stanie "napisać" takich historii jakie Wy wydobywacie na światło dzienne.

Brawo!!!

21 października, 19:28, Art:

Dlatego że historycy z tytułami muszą działać legalnie.

21 października, 23:09, Martinez:

Ta ekipa także działa legalnie, ze wszelkimi pozwoleniami, które nie jest prosto otrzymać. Może dlatego, że historycy uważają, że już wszystko wiedzą i zamiast terenu wolą dywagacje?

Ty wiesz swoje, ja wiem swoje.

M
Martinez
20 października, 21:24, strzelec:

Panowie, robicie kawał dobrej roboty. Obserwuje wasze działania i dochodzę do wniosku, że żadni historycy z tytułami nigdy nie byli by w stanie "napisać" takich historii jakie Wy wydobywacie na światło dzienne.

Brawo!!!

21 października, 19:28, Art:

Dlatego że historycy z tytułami muszą działać legalnie.

Ta ekipa także działa legalnie, ze wszelkimi pozwoleniami, które nie jest prosto otrzymać. Może dlatego, że historycy uważają, że już wszystko wiedzą i zamiast terenu wolą dywagacje?

k
kurskiwon

"Było nie minęło", fajny program, ale ostatnio go nie oglądam, bo od grudnia 2015 r. w moim tv nie ma kanałów tvpis.

s
strzelec

Panowie, robicie kawał dobrej roboty. Obserwuje wasze działania i dochodzę do wniosku, że żadni historycy z tytułami nigdy nie byli by w stanie "napisać" takich historii jakie Wy wydobywacie na światło dzienne.

Brawo!!!

Dodaj ogłoszenie