Wybierz region

Wybierz miasto

    Wygrali, ale...

    Autor: Monika Pawlak

    2000-05-25, Aktualizacja: 2009-08-21 13:24 źródło: Polska Dziennik Łódzki

    0:1 - Gęsior (21 min.), 0:2 - Poskus (26 min.), 1:2 - Dźwigała (30 min. - rzut karny), 2:2 - Andruszko (33 min.), 2:3 - Pawlak (43 min.). Pogoń: Majdan - Jacyna, Fornalak, Pokładowski - Piotrowski (od 55 min.

    0:1 - Gęsior (21 min.), 0:2 - Poskus (26 min.), 1:2 - Dźwigała (30 min. - rzut karny), 2:2 - Andruszko (33 min.), 2:3 - Pawlak (43 min.).
    Pogoń: Majdan - Jacyna, Fornalak, Pokładowski - Piotrowski (od 55 min. Faltyński), Dźwigała, Drumlak, Błażejewski (od 46 min.), Chifon, Szubert - Andruszko, Ława.
    Widzew: Woźniak - Michalczuk (od 46 min. Gedgaudas), Magiera, Stolarczyk (od 16 min. Rutka), Mosór - Pawlak (od 67 min. Zając), Gęsior, Szymkowiak, Kaczmarczyk, Gula - Poskus.
    Sędziował Marek Mikołajewski (Ciechanów). Widzów ok. 6 tys.
    Żółte kartki: Piotrowski, Drumlak (Pogoń), Gęsior, Kaczmarczyk, Poskus (Widzew).
    Zawodnicy Widzewa w przedostatniej kolejce rundy wiosennej piłkarskiej ekstraklasy pokonali w Szczecinie Pogoń, ale brawa za ten występ na pewno im się nie należą. Podopieczni Jana Żurka grali tak, jakby ktoś za karę kazał im biegać po boisku. Mnóstwo niecelnych podań, przegranych pojedynków jeden na jeden, chaotycznych akcji i bezsensownych fauli - tak w skrócie można opisać poczynania jedenastki z al. Piłsudskiego.
    Warto dodać, że gospodarze grali bardzo podobnie, więc trudno się dziwić, że kibice często śmiechem i gwizdami kwitowali poczynania piłkarzy obu drużyn. Gdyby widzewiacy zagrali na normalnym poziomie powinni strzelić szczecinianom co najmniej pięć goli
    ,Na szacunek i doping kibiców trzeba zasłużyć" - taki transparent i gwizdy powitały piłkarzy Pogoni wychodzących na boisko. Reakcja fanów drużyny ze Szczecina spowodowana była fatalnymi występami tego zespołu w poprzednich kolejkach.
    Miejscowa prasa w przedmeczowych zapowiedziach podkreślała, że zarówno Pogoń, jak i Widzew miały ostatnio ,dziwny spadek formy", wyraźnie sugerowano, że obie drużyny po prostu pomagały rywalom, którym punkty były bardzo potrzebne.
    Gospodarze wyszli na boisko bardzo zdeterminowani i jakby chcieli udowodnić dziennikarzom, że są w błędzie i takimi sądami ich po prostu krzywdzą. Widzewiacy natomiast, wśród których po raz pierwszy po bardzo długiej przerwie spowodowanej kontuzją grał Andrzej Michalczuk, początek meczu wyraźnie przespali. Tylko wyjątkowej nieudolności strzeleckiej szczecinian i dwóm udanym interwencjom Andrzeja Woźniaka zawdzięczają, że w ciągu pierwszych dziesięciu minut nie stracili gola.
    W piątej minucie po błędzie Macieja Stolarczyka, w sytuacji sam na sam z Woźniakiem znalazł się Rafał Andruszko, ale posłał piłkę obok słupka. Trzy minuty później Bartosz Ława miał świetną okazję do zdobycia bramki, ale tym razem Andrzej Woźniak wyłuskał mu piłkę prosto spod nóg. Później oba zespoły zaprezentowały popis nieudolności, niecelnych podań i mocno chaotycznych akcji. Wreszcie widzewiacy zdecydowali się na odważniejszy atak. W 21 minucie prawą stroną pociągnął Rafał Pawlak, zacentrował idealnie na głowę Dariusza Gęsiora, a ten efektowną główką umieścił piłkę w siatce.
    Gospodarze odpowiedzieli niemal natychmiast. Na uderzenie z 16 metrów zdecydował się Ława, Woźniak za krótko wybił piłkę, ale na szczęście dla widzewiaków Michalczuk zażegnał niebezpieczeństwo. Minutę później ten sam piłkarz próbował zaskoczyć łódzkiego bramkarza uderzeniem z dystansu, ale Woźniak tym razem pewnie interweniował.
    Łodzianie wyprowadzili kontrę, która zakończyła się bramką. Rafał Kaczmarczyk dokładnie podał do Litwina Poskusa, a ten poczekał spokojnie aż Majdan wyjdzie z bramki i strzelił do pustej siatki.
    Uspokojeni dwubramkowym prowadzeniem goście, zaczęli popełniać kuriozalne błędy w obronie i w ciągu zaledwie trzech minut stracili dwie bramki. Najpierw za bezsensowny faul w polu karnym Piotra Mosóra na Dariuszu Szubercie sędzia podyktował jedenastkę, którą na gola zamienił Dariusz Dźwigała. W 33 minucie rzut wolny na wysokości pola karnego egzekwował Piotrowski, odegrał krótko do Szuberta, ale jego strzał nieudolnie wybił Woźniak. Wobec dobitki Andruszki był już, niestety, bezradny.
    Widzewiacy wreszcie dostrzegli, że na stojąco tego spotkania na pewno nie wygrają i zaczęli atakować. Pogoń też nie rezygnowała ze zdobycia kolejnej bramki, ale jej piłkarze nie potrafili wykorzystać trzech doskonałych sytuacji podbramkowych, co się za chwilę na nich zemściło. Trzy minuty przed przerwą bramkę dla gości zdobył Rafał Pawlak, po dokładnym podaniu Mirosława Szymkowiaka.
    Po przerwie wydawało się, że widzewiacy wreszcie ruszą do ataku, niestety zapału wystarczyło im na pięć minut. Mecz stał się mało ciekawy. Mnóstwo było niepotrzebnych fauli, szarpaniny. W 72 minucie mogło być 4:2 dla Widzewa, ale Dariusz Gęsior po solowej akcji trafił w bramkarza Pogoni Radosława Majdana.
    Dwie minuty później Pogoń mogła zdobyć wyrównującą bramkę. Tym razem błąd popełnił Andrzej Woźniak, który minął się z piłką, ale niebezpieczeństwo zażegnał Mosór, który wybił piłkę sprzed linii bramkowej. Dwie minuty przed końcem spotkania doskonałą okazję bramkową miał Dariusz Szubert, tym razem łodzian przed utratą bramki uratował słupek.

    Sonda

    Czy masz zaufanie do Pogotowia Ratunkowego?

    • Nie (68%)
    • Tak (32%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.