Wybierz region

Wybierz miasto

    Szpitale mają gorączkę

    Autor: Lucyna Krysiak

    2000-05-18, Aktualizacja: 2009-08-21 13:24 źródło: Polska Dziennik Łódzki

    Większość szpitali w województwie łódzkim nie ma klimatyzacji. Prawie 70 procent szpitalnych okien jest w takim stanie, że lepiej ich w ogóle nie otwierać. Nie ma więc mowy o montowaniu żaluzji czy rolet.

    Większość szpitali w województwie łódzkim nie ma klimatyzacji. Prawie 70 procent szpitalnych okien jest w takim stanie, że lepiej ich w ogóle nie otwierać. Nie ma więc mowy o montowaniu żaluzji czy rolet. W takich warunkach chorzy z trudem znoszą upały, podobnie jak lekarze. Najtrudniej jest chirurgom i anestezjologom, którzy spędzają przy stołach operacyjnych po kilkanaście godzin dziennie.
    - Wysokie temperatury najbardziej odczuwalne są w szpitalach nowych, budowanych z betonowych płyt, które latem szybko pochłaniają ciepło i rozgrzewają się jak patelnie - powiedział nam prof. Janusz Wasiak, kierownik Kliniki Chirurgii Ogólnej i Transplantologii AM w szpitalu im. Barlickiego Łodzi. - Na szczęście nasz szpital powstał przed wojną, więc chociaż nie ma klimatyzacji, solidna, ceglana konstrukcja budynku zatrzymuje gorące powietrze, które wolniej przenika do środka. Nie bez znaczenia jest wysokość pomieszczeń, w których chorzy leżą i są poddawani zabiegom operacyjnym. W ,Barlickim" sale mają ponad 3,5 metra wysokości, gorące powietrze gromadzi się w górnej części, dzięki czemu można swobodniej oddychać.
    Znacznie gorzej znoszą upały pacjenci hospitalizowani w Wojewódzkim Szpitalu im. Pirogowa w Łodzi. Szczęśliwie dla chirurgii, blok operacyjny jest tutaj usytuowany w północnej części szpitala. - Za dwa tygodnie na oddziale intensywnej terapii będzie klimatyzacja, ponieważ właśnie kończymy remont - twierdzi doktor Roman Bocian, dyrektor ,Pirogowa". - Co do reszty sal, musi być jak jest, ponieważ nie ma pieniędzy na całkowitą modernizację.
    Trudne chwile przeżywają także pacjenci i lekarze I Szpitala Miejskiego im. Sonnenberga w Łodzi. Szczególnie w oddziałach zabiegowych, gdzie leżą najciężej chorzy.
    - Najbardziej dał nam się we znaki dzień, kiedy temperatura na sali operacyjnej przekroczyła trzydzieści stopni - powiedział nam doktor Krzysztof Gensler, chirurg ortopeda z tego oddziału. - W tak trudnych warunkach dokonywaliśmy wymiany panewki stawu biodrowego, a jest to trudny i długi zabieg. Uczestniczyło w nim trzech chirurgów, anestezjolog, dwie pielęgniarki i salowa. W upalny dzień pracowaliśmy jak w ukropie.

    Sonda

    Czy masz zaufanie do Pogotowia Ratunkowego?

    • Nie (68%)
    • Tak (32%)